Edukacja poprzez fotografię i rysunek – wolontariat we Freetown (Sierra Leone).

Fotorelacja

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z Salone!

Kasia

Czytaj więcej »

To jeszcze nie koniec…

To nie koniec… a dopiero początek. Mimo, że wróciłam już do Polski to jednak myślami jestem jeszcze tam. Gdzieś wśród kolorowych ludzi na promie płynącym z Freetown do Lungi na lotnisko lub na pace naszego samochodu z Kasią, Basią, Łukaszem i animatorami w oczekiwaniu na godzinę odlotu naszego samolotu. Część animatorów (około 6 osób) wybrała się z nami na lotnisko (we Freetown jest to wyprawa trwająca niemal cały dzień!). Byli pod wrażeniem tego, że mamy lecieć samolotem. Jest to dla nich coś zupełnie nieosiągalnego (przynajmniej teraz) chociaż każdy z nich skrycie marzy o tym aby się stamtąd wyrwać na jakiś czas lub na zawsze. Mam nadzieję, że kiedyś też ukażą się przed nimi możliwości i będą mogli się uczyć, podróżować i rozwijać na miarę swoich potrzeb. Podróż trwała 30 godzin wszelkimi możliwymi środkami transportu: samochodem, promem, samolotem i pociągiem. Przesiadek nie da się zliczyć a jednak wydaje się, że było to jak oka mgnienie. Ciągle mam jeszcze pod powiekami łzy smutku, wywołane myślą, że prawdopodobnie już się nigdy nie zobaczymy.

Czytaj więcej »

Czas pożegnań

W ostatnią noc odbyło się zorganizowane przez nas ognisko. Pojawiło się ponad 40 osób. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy dookoła ognia. Każdy animator otrzymał od nas małe Pismo Św., płytę DVD ze zdjęciami z Summer Campu oraz wydrukowane zdjęcie z krótkim tekstem. To był TEN CZAS. Jedyny i niepowtarzalny.

Potem przenieśliśmy się do kościoła, bo zaczęło padać i tam spędziliśmy całą noc. Ponownie graliśmy, śpiewaliśmy, tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Jeden z animatorów wspomniał, że nie chciałby w przyszłości zostać wolontariuszem i wyjechać do innego kraju. Dodał, że mając na przykładzie naszą sytuację, obawia się, że musiałby zostawić zbyt wiele osób, którym tak trudno byłoby poradzić sobie z tęsknotą. W duchu pomyślałam sobie, że jako wolontariusz jestem w tej samej sytuacji. Poszliśmy spać przed 6 nad ranem, aby na 7 wstać na Mszę. Zatem musieliśmy zebrać maty sprzed ołtarza i przygotować miejsce na przybycie księdza, który na tę okazję założył koszulkę z napisem „Polska”. Tym razem na Mszy pojawiło się więcej osób niż zazwyczaj.

A tuż po niej nastał czas pożegnań i wyruszyliśmy do Don Bosco Fambul. Pośpiesznie spakowałyśmy nasze rzeczy, aby już za chwilę udać się na lotnisko. Ku mojemu zaskoczeniu 7 animatorów, trzymając to wcześniej w tajemnicy, przyjechało do nas i razem z Basią i Łukaszem wyruszyliśmy w trasę do portu, aby potem udać się na lotnisko w Lungi. Ze względu na niesamowite korki, które w żaden sposób nie przypominają tych w Polsce, bo na jednej ulicy jeżdżą samochody, poda-poda i maszerują setki ludzi, udało nam się dotrzeć na prom 5 minut przed odpływem. W Lungi każdy milczał. Wszyscy wiedzieliśmy, że są to ostatnie wspólnie spędzone chwile.

Kasia

Puste korytarze…

W sobotę uroczyście zakończył się Summer Camp. Zorganizowaliśmy spotkanie dzieci, animatorów i rodziców, w czasie którego  dzieci pokazywały rodzicom, czego się nauczyły w czasie półkolonii. Natomiast w niedzielę wieczorem w Don Bosco Fambul odbyła się pożegnalna kolacja połączona z imprezą dla animatorów. Było mnóstwo śmiechu, tańców i radości.

Wczoraj wyjechali Włosi. Do parafii poszłyśmy z Kasią dopiero na 11, aby spotkać się tam z Boskiem i wyruszyć dojego domu. Zabraliśmy ze sobą jeszcze kilku innych animatorów

Czytaj więcej »

Szkiełko i oko

Po powrocie do parafii rozpoczęłam nowe warsztaty – fotograficzne.  Codziennie jako uczestników  wybieram trzy nowe osoby z pośród animatorów oraz dzieci. Warsztaty odbywają się w zakrystii, którą codziennie specjalnie otwiera kościelny, ponieważ nie ma innego cichego i spokojnego miesjca w parafii.

Czytaj więcej »

Cienie i blaski Afryki

Minęło już kilka dni odkąd na nowo pracuję na Summer Campie i w oratorium. Nie byo mnie przez czwarty tydzień pobytu w Afryce, ze względu na chorobę. Wszystlko zaczęło się od zwykłego bólu głowy i zmęczenia, które niasilily się na tyle, że w piątek nie mogłam uczestniczyć w SC. W niedzielę udałam się do lekarza, który przepisał mi podstawowe leki i testy oraz zaproponował przyjęcie do szpitala.
Czytaj więcej »

W drodze, czyli rzecz o outingach…

W każdy czwartek podczas Summer Campu bierzemy dzieci i młodzież na różne wycieczki. 3 tygodnie temu udałam się z około 40 młodymi ludźmi na wycieczkę do portu a także do muzeum pociągów. Linie kolejowe już od kilku dobrych lat są zamknięte w Sierra Leone, także dzieci były bardzo szczęśliwe, że po raz pierwszy mogły zobaczyć na własne oczy pociąg oraz przejechać się drezyną. Wizyta w porcie również okazała się ciekawym doświadczeniem. Mogliśmy zapoznać się z drogą, jaką muszą pokonać kontenery, aby produkty mogły znaleźć się na półce w sklepie. Nawet ciągle padający deszcz nie przestraszył nas przed zwiedzaniem.

Tydzień później z kolejnymi 30 osobami udałam się do „Sanktuarium Szympansów”, gdzie mogliśmy podziwiać ginący gatunek szympansów. Dzieci miały niezły ubaw, gdy Jimmy – jedna z małp – rzucała w nas kamieniami, z kolei inna próbowała podzielić się z nami swoim posiłkiem. Do rezerwatu jechaliśmy starym trackiem. Ostatni odcinek drogi pokonaliśmy wśród niezliczonej ilości gałęzi a z racji tego, iż wszyscy jechaliśmy na pace, ten czas przebyliśmy skuleni do podłogi samochodu. Dzieci głośno śpiewały i śmiały się. Niezapomniane wrażenie!

Z kolei dzisiaj razem z 20-stką dzieci udałam się do Muzem Narodowego oraz mieszczące się po przeciwległej stronie ulicy, Muzem Pokoju. Najpierw ulicami Freetown przebyliśmy 40-minutowy spacer w iście tropikalnym klimacie, aby wysłuchać od przewodników interesujących wiadomości na temat historii i kultury Sierra Leone. Zmęczeni wróciliśmy do Youth Centre, aby posilić się drobnym posiłkiem, który zapewniamy po każdym outingu dla prawie 200 uczestników Summer Campu.

Kasia

Świat oczami dziecka

W tym tygodniu podczas drawing skill dzieci i młodzież mieli skonstruować nową maszynę, która do tej pory nie została przez nikogo wynaleziona. Nawet poprzez taki temat można zobaczyć namiastkę tutejszej rzeczywistości. Jedna maszyna miała na celu przywrócenie życia po śmierci. Oczywiście chodzi tu o reinkarnację i jak się okazało autor rysunku jest wyznania hinduistycznego.

Natomiast inny rysunek ukazał maszynę, która „naprawia” głowę człowieka po ścięciu. Wydawać by się mogło, że to tylko dziecięca wyobraźnia, ale jak wynikło z późniejszej rozmowy – chłopiec, który wykonał rysunek kilka lat temu na własne oczy widział, jak ścięto komuś głowę w jego wiosce. Tak oto życiowe doświadczenia mają swoje odbicie w rysunkach, które tworzy lokalna społeczność ze wszystkimi swoimi, jakże wartościowymi dla mnie i nie tylko, spostrzeżeniami.

Z kolei inne prace przedstawiają takie tematy jak „moja rodzina i mój dom” czy „dziecko ulicy” i dla porównania „dziecko wychowane w szczęśliwej rodzinie”. Niebagatelna jest uwaga dotycząca ostatnich dwóch tematów, ponieważ jak się okazało, uczestnicy zajęć większy problem mieli z przedstawieniem tematu pt. „dziecko wychowane w szczęśliwej rodzinie” niż z tematyką „dziecko ulicy”. Te drobne doświadczenia, zdobyte w kraju, który nadal podnosi się po wydarzeniach 10-letniej wojny domowej, wciąż zaskakują.

Kasia

Mama Małgorzata

Codziennie od poniedziałku do piątku, w godz. 9:00-10:30, prowadzę zajęcia edukacyjne z najmłodszą grupą dzieci w programie „Mama Małgorzata”. Projekt  ma na celu przygotowanie dzieci do rozpoczęcia nauki w szkole. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Wiele dzieci ma braki edukacyjne wynikające z ich sytuacji zdrowotnej czy stanu psychiczno-somatycznego.

W mojej grupie jest dziewczyna o imieniu Juliette, która ma 15 lat. Razem z nią uczęszczają dzieci w wieku 7 czy 8 lat. Nauczyciele mówią, że powinna być wciąż w programie, bo w ten sposób  ma kontakt z innymi dziećmi. Jednak ona sama źle czuje się w grupie o połowę młodszych od niej dzieci. Zauważyłam również, że jest niepełnosprawna intelektualnie, więc pewnych poprzeczek już nie jest w stanie przeskoczyć. W tej chwili po rozmowie z jej ciotką podjęliśmy decyzję o wycofaniu jej z uczestniczenia w zajęciach. Z kolei Ibrahim ma ewidentne zaburzenia uwagi. Ciągle wierci się na krześle i nie jest w stanie wykonać do końca jednego zadania. Niestety w szkole takie dzieci nie są objęte żadnym indywidualnym tokiem nauczania. Choć kryje się w nich potencjał, to jednak warunki nauczania nie będą sprzyjające. Poza tym nauczanie dzieci i młodzieży zalicza się do typowego „nauczania na pamięć”. Brak jest tutaj podejścia, w którym zrozumienie odgrywałoby niebagatelną rolę. Dzieci w programie, i nie tylko, mają ogromne prolemy z nauką. Niestety zaniedbanie podstaw rodzi kolejne braki edukacyjne, które można zauważyć u większości młodych osób, przychodzących do oratorium.

Kasia

Pokaż mi swój świat!

Podczas Summer Campu jestem odpowiedzialna m. in. za poprowadzenie warsztatów plastycznych. Moja grupa liczy 36 osób. Każdego dnia podaję im temat, na który mają stworzyć rysunek, posługując się różnymi technikami: farbami, kredkami, plasteliną, wycinankami czy kolażem. Prawie wszyscy nie mieli nigdy styczności z farbami i plasteliną.

W tym tygodniu jeden z tematów brzmiał: Najważniejsza osoba w moim życiu. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że tylko jedna osoba narysowała swojego ojca. Matka w ogóle się nie pojawiła. Czasami była to babcia lub dziadek, jednak ¾ uczestników narysowało swojego najlepszego przyjaciela. Póżniej w wyniku omawiania prac okazało się, że bardzo wielu z nich straciło rodziców lub z nimi nie mieszka. Dla innych z kolei matka i ojciec nie stanowią autorytetu. To trochę smutne, bo bardzo często widzi się kobiety noszące w chustach na swoich plecach małe maleństwa. I wydawać by się mogło, że dziecko zawsze jest blisko matki. Później jednak, w miarę jak dorasta, oddawane jest pod opiekę „ciotki” lub „wujka”, którzy niekoniecznie są spokrewnieni z dzieckiem więzami krwi.

Tak oto, w relacjach z dziećmi i młodzieżą, doświadczam na własnej skórze brak rodziców w życiu tych młodych ludzi. Potrafią się mocno przytulać, długo rozmawiać, nazywają mnie „mamą”, trzymają moje ręce, nogi i nie pozwalają odejść. Czasem płaczą, biją się i krzyczą na innych, gdy widzą, że ktoś niepowołany zbliża się, aby również otrzymać trochę ciepła i bliskości.

Kasia

Partnerzy

Obrazek
ObrazekMagda
ObrazekKasia

"Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP."